eagle
Kiedyś. Kiedy indziej. Jak będzie czas. Przy okazji.

Zastanów się, ile razy wypowiedziałeś te słowa. Ile razy zrezygnowałeś z czegoś lub odłożyłeś coś na później, podświadomie wiedząc, że i tak nigdy do tego nie wrócisz. Ile było takich momentów?

Moja historia zaczyna się, gdy byłem na I roku studiów. Po 3 latach w liceum o profilu inf-mat, poszedłem na studia informatyczne.

W końcu będę się uczył tego, co chcę. Poznam C++ i nauczę się super programować.

Z takimi myślami, podekscytowany poszedłem na pierwsze zajęcia z programowania.

Przez kolejne 2-3 lekcje nauczyłem się jak napisać hello world, wyświetlić godzinę i wypisać ciąg Fibonacciego. Jako „wymiatacz” Pascala, którego miałem w liceum, nie było to dla mnie nic nadzwyczajnego. Trudniejsze rzeczy będą później, myślałem sobie. Aż pewnego razu przyszedł na wykład koleś z brodą. Mówił że jest z jakiegoś koła naukowego, gdzie robią apki na Windows Phone’a i piszą gry na XBoxa. Powiedział też, że najbliższe spotkanie jest w poniedziałek o 17:00. Zanotowałem sobie godzinę, popatrzyłem w plan. Hmm, nic o tej porze nie mam… chwila, wtedy są zajęcia z koła naukowego, gdzie uczą algorytmów w C++, na które planowałem się wybrać. No cóż, trzeba było wybierać. I chwała niebiosom za to, że wybrałem kolesia z brodą.

Jest poniedziałek, godzina 16:45. Wchodzę do sali, gdzie ma się odbyć drugie spotkanie koła. Część miejsc jest zajęta. Na oko 25-30 osób. Z przodu stoi koleś z brodą i gada z innymi grupowiczami. Siadam mniej więcej pośrodku Sali i czekam na rozpoczęcie. 2 minuty po 17 w Sali zapada cisza, a prelegent rozpoczyna od powitania i omawia plan na te zajęcia. Napiszemy dzisiaj prosta aplikację „Pamiętnik”, na Windows Phone’a. Zaraz – aplikacja na dzień dobry? Przecież połowa ludzi tutaj jest z pierwszego roku, a my jesteśmy dopiero przy pętlach „while”, a ten tu wyskakuje z aplikacją, która ma interfejs graficzny, którą steruje się przez dotyk i jest na telefon. Masakra. Tak sobie pomyślałem w pierwszej chwili. Jednak po paru minutach ku mojemu zdziwieniu okazało się, że to jest całkiem… łatwe i przyjemne. No może nie wszystko.

Paru rzeczy nie rozumiem, będę musiał doczytać. DOCZYTAM.

Tak zaczęła się moja przygoda z Grupą .NET. Przez pierwszy rok chodziłem na zajęcia, dowiadywałem się o rzeczach, których nigdy bym się nie nauczył, gdybym został przy założeniu, że studia mi wystarczą. Że nie mam czasu na inne rzeczy, w końcu kiedyś trzeba grać i oglądać te wszystkie seriale. Na szczęście spotkania grupy dawały tak wielką motywację, żeby porobić coś samemu, że nigdy przy tym założeniu nie zostałem. Ba, porzuciłem je niemal od razu. Chodziłem na spotkania, czasem rozumiejąc, co mówił prelegent, a czasem wychodząc ze spotkania z wielkim WTF na twarzy. No bo jak można coś takiego zrobić w taki sposób? Jak to działa? Co to za czary?

Tak było przez pierwszy rok. Na drugim było sporo nowych rzeczy, ale część tematów się powtarzała. Wtedy byłem na poziomie „Aha, już gdzieś to widziałem, chyba wiem o co w tym chodzi, ale muszę się upewnić”. W międzyczasie było kilka konferencji, wyjazdów do Warszawy do siedziby Microsoftu na różne eventy. Poznałem masę ludzi, którzy dzielili moją pasję, których fascynowała technologia, którzy mieli chęci i zapał do tworzenia aplikacji, zakładania start-upów, prowadzenia prelekcji na różnych konferencjach. Ta samo-nakręcająca się machina była tym czymś, co dawało 200% motywacji aby ciągle się doskonalić, uczyć nowych rzeczy i dzielić tym z innymi.

Jak wiadomo, wszystko co piękne ma swój początek i koniec. Ten rozdział w moim życiu powoli się zamyka. Trzeba iść do przodu. Dzisiaj jestem .NET developerem, pracuję już w branży od jakiegoś czasu, mimo że dopiero przed chwilą skończyłem studia.

Dlaczego o tym piszę? Nie dlatego, żeby się pochwalić. Piszę to dlatego, żeby Cię zmotywować, drogi czytelniku, do angażowania się w różne inicjatywy. Bo widzisz, gdybym wtedy, na I roku studiów powiedział sobie – kiedyś pójdę na to koło naukowe, ale nie teraz, kiedy indziej, jeszcze będzie okazja – to prawdopodobnie nie miałbym teraz dobrej pracy, nie poznałbym tylu wspaniałych ludzi, możliwe że mógłbym się nawet zrazić do tego, co kocham i co robię, czyli programowania. Uwierz mi, naprawdę WARTO jest się angażować. A okazji jest wiele – spotkania lokalnych grup programistów-hobbystów, konferencje, prelekcje, czy nawet aktywność w sieci.

Just go ahead and get started 😉

Share